­
zielona cytryna: Kathryn Bonella "Hotel Kerobokan. Piekło na rajskiej wyspie Bali"

Kathryn Bonella "Hotel Kerobokan. Piekło na rajskiej wyspie Bali"

10:38



Tytuł oryginału: Hotel Kerobokan
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Ilość stron: 352
Wydawnictwo: Świat Książki

Ocena (1-10): 7 – bardzo dobra

               
Hotel Kerobokan to szokująca opowieść o więzieniu i jego mieszkańcach, o dzikich nocach seksu organizowanych przez skorumpowanych strażników dla więźniów, którzy mają dość pieniędzy, by kupić sobie rozkosz, o szalejącej za murami narkomanii, ucieczkach, "wycieczkach" na plażę i morderstwach pozorowanych na samobójstwa. Pozwala zajrzeć za ponure mury, opisuje rolę więzienia w zaopatrywaniu dilerów i turystów w narkotyki, opowiada o gangu brutalnie rządzącym więzieniem i o korupcji, która sprawia, że wszystko tutaj można kupić: więzienny ślub we włoskim stylu albo celę o podwyższonym standardzie, wyposażoną w telewizor plazmowy i dobrej klasy sprzęt grający. (opis z okładki)

                Po moich plecach wciąż pełznie dreszcz. Próbuję się otrząsnąć, próbuję nie myśleć, próbuję wyprzeć ze świadomości fakt, że na indonezyjskiej wyspie Bali istnieje więzienie, w którym wszystko jest możliwe. W którym tak samo ciężki żywot mają ci, którzy znaleźli się tam z powodu dwóch gramów haszyszu, pięciu kilogramów heroiny, czy za to, że zwyczajnie zostali wrobieni przez kogoś innego. Więzienie Kerobokan to piekło na ziemi, które daje odrobinę swobody tylko tym, którzy mają wystarczającą dużą ilość pieniędzy. Kathryn Bonella wybrała się na Bali, by przeniknąć do świata kerobokańskich skazańców, poznać ich z bliska i na własne oczy obserwować realia więziennego życia.

                Fascynował mnie ten szalony świat narkotyków, seksu i hazardu, w którym pedofile, seryjni zabójcy i gwałciciele spali obok szulerów, drobnych złodziejaszków i pechowych turystów nakrytych w klubie z jedną lub dwiema pigułkami ecstasy w kieszeni. Intrygowało mnie, co Hotel K robił z ludźmi, jak sobie oni radzili z zamknięciem w mikroskopijnych, zatłoczonych celach, w których musieli spędzać nawet po piętnaście godzin dziennie, i czym wypełniali sobie czas. (str. 14)

                Hotel Kerobokan to książka, która zdecydowanie nie należy do gatunku przyjemnych czytadeł na niedzielne popołudnie przy kawie i kawałku drożdżowego ciasta. Jest przede wszystkim piekielnie trudna pod względem tematu, jaki porusza. Z jednej strony wywołuje niesmak i obrzydzenie, z drugiej zaś współczucie i politowanie – należy przy tym wspomnieć, że jedno uczucie nie wyklucza tu drugiego. Dzięki Kathryn Bonelli czytelnik ma szansę poznać bezwzględnych morderców, wyrachowanych przemytników narkotyków i ludzi, którzy po prostu mieli pecha (np. Schapelle Corby, której historię autorka opisała w książce Jeśli doczekam jutra). Podczas czytania wiele rozmyślałam na temat kerobokańskich realiów życia i tego, jak bardzo więzienna egzystencja wpłynąć może nawet na najmocniej zdegenerowane ludzkie umysły. Czytałam na raty, a do każdego kolejnego rozdziału podchodziłam jednocześnie chętnie i niechętnie. Opowieść o „piekle na rajskiej wyspie Bali” fascynowała mnie, choć nie brak było w niej fragmentów, które pominęłabym, byle tylko nie musieć o nich później myśleć.  

                Hotel Kerobokan to zdecydowanie bardzo dobry kawał literatury faktu. Trudny i brutalny, ale bardzo dobry. Obowiązkowa pozycja dla wszystkich miłośników ciężkich, kontrowersyjnych tematów.  

Możesz przeczytać również