Ponieważ kwestia
sądownictwa w ostatnich tygodniach intensywnie łączy i dzieli polskie
społeczeństwo, skorzystam z okazji i dołożę do tego ognia parę drew również od
siebie. Uważam bowiem, że przydałby się w polskim prawie jakiś przepis, który
pozwoliłby pozwać autora za krzywdę wyrządzoną na czytelniczym umyśle. Gdyby
tak było, bez wahania pozwałabym K.N. Haner, autorkę powieści Na szczycie, która wyrządziła mi tyle
szkody, jak jeszcze żadna inna książka w całym moim życiu. Niech najlepszym
dowodem na to będzie, że choć jak ognia unikam pisania o złych książkach, bo
zwykle ich po prostu nie czytam do końca, tak nie mam sumienia podarować tej
konkretnej powieści. O tym trzeba pisać, o tym trzeba mówić, ponieważ to jest
tak złe, że brakuje skali, a za chwilę dowiecie się, dlaczego.

Rebeka Staton ma dwadzieścia jeden lat i na życie zarabia jako striptizerka w
nocnym klubie w Los Angeles. Lwią część swojej pensji i napiwków wysyła swojej
matce, wierząc, że otrzymane pieniądze matka wydaje na życie i opiekę
zdrowotną. Nie trzeba geniusza, by wiedzieć, że wcale tego nie robi, jednak
nasza bohaterka bardzo długo żyje złudzeniami, mimo że jej najlepszy przyjaciel
i zarazem współlokator, Trey, bezustannie stara się wyprowadzić ją z błędu.
Niestety, bezskutecznie. Reb to intelektualny nieuleczalny przypadek i tak
pozostanie do końca tej powieści.
Pewnego dnia, jak to
zwykle w życiu i w powieściach bywa, w życiu Rebeki wydarza się coś, co na
zawsze odmienia jej i moje losy (moje dlatego, że mam bardzo silne przekonanie,
iż przez bardzo długi czas nie trafię, nawet przypadkiem, na drugą tak złą
książkę). Dziewczyna poznaje bowiem mężczyznę, oczywiście przystojnego,
seksownego i eleganckiego, na myśl o którego cudownym ciele, jak sama pisze, jej cipka zapulsowała. Facet podchodzi do
niej i prosi o to, by zatańczyła dla niego prywatnie, poza klubem. Ona się nie
zgadza, więc on oczywiście błaga ją dalej. Na to interweniuje trzech
ochroniarzy, nie pozwalających (zresztą słusznie) na cielesny kontakt tancerki
z klientem. Reb ze strachu ucieka za scenę, gdzie jej szefowa ni stąd ni zowąd
oznajmia, że ją zwalnia i że ma spieprzać, bo dziewczyna jest dziwna, straciła
„to coś” i sprawia same problemy. Czyli teraz mamy taką sytuację, że Rebeka
zostaje bez pracy, ale nie na długo, bo przed klubem czeka na nią ów przystojny
koleś z klubu, który okazuje się być Sedrickiem Millsem, menedżerem ultrapopularnego
zespołu rockowego. Mężczyzna proponuje jej, by została ich tancerką i wyruszyła
z nimi w trasę koncertową. Oczywiście wystarczy zaledwie kilka godzin, by
dziewczyna zgodziła się i na dodatek wciągnęła w całą akcję swojego przyjaciela
Treya (który całkiem przypadkiem studiuje edycję dźwięku). Potem jest już tylko
ciekawiej.
Powinniście wiedzieć
również bardzo istotną dla tej powieści rzecz, mianowicie, że na początku całej
historii Rebeka jest dziewicą. Gdy po pierwszym dniu znajomości z Sedem nieco
ich ponosi i lądują w łóżku, ona nagle się blokuje i ucieka, po czym wraca do
domu, do Treya i prosi go o rozdziewiczenie, co okraszone jest narracją typu:
Z ciekawości rozkraczyłam się przed
lusterkiem, by zobaczyć się tam na dole, już po kąpieli oczywiście. Nie ma
różnicy, może jestem trochę opuchnięta i zaróżowiona, ale nic się nie zmieniło.
Czego ja się niby spodziewałam? Sama nie wiem. Roześmiałam się sama z siebie.
- Co ty robisz? - do łazienki wparował Trey i spojrzał
na mnie jak na wariatkę.
- Oglądam swoją nową cipkę.
Słowo daję, cała ta książka pełna
jest takich smaczków (- Trey tylko cię
naruszył, ja przebiłem cię do końca - powiedział dumny jak paw). Reb w
ogóle nie ma żadnych oporów, by w gruncie rzeczy obcym ludziom opowiadać o swoim
intymnym życiu, na przykład o tym, że dopiero co straciła dziewictwo ze swoim
najlepszym kumplem i od tego czasu krwawi. Ale to jeszcze nie koniec, bez obaw.
Sed bowiem po czterech, CZTERECH! dniach znajomości proponuje Reb małżeństwo
(mimo że w dniu, w którym ją poznał, zwiał sprzed ołtarza innej dziewczynie,
która, jak twierdzą wszyscy członkowie zespołu, była „dziwką pieprzącą się ze
wszystkimi członkami zespołu”), na co ona z ochotą przystaje. Ale to WCIĄŻ nie jest
koniec! Chwilę później wychodzi na jaw, że Sed bardzo lubi, gdy jego kumple z
zespołu uprawiają seks z jego kobietą, ale tylko wtedy, gdy on o tym wie i daje
na to swoje pozwolenie. Nie mija więc dużo czasu (jakieś kilka dni), kiedy Reb
z hasłem „ja nie jestem taka” na ustach, uprawia grupowy seks z chłopakami z
kapeli i w dodatku pozwala się nagrać, żeby nagrania te wysłać do Sedricka. Dziewczyna
nie ma też absolutnie żadnej wiedzy o własnym ciele i najwyraźniej nie zdaje
sobie sprawy, że może zajść w ciążę nie stosując antykoncepcji:
- Nie mam przy sobie gumki! - krzyknął w
niebo i kopnął w zderzak.
- Ja nie mam żadnych chorób - podsunęłam się na zimnej
masce. Sed chyba spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
- Wiem, ja też nie mam.
- Więc w czym problem?
- Już raz spuściłem się w tobie bez gumki, nie mogę
tak ryzykować. O cholera!
Faktycznie. Pierwszy raz.
- I co? Mogę być teraz w ciąży?! - pisnęłam i zsunęłam
się z maski.
- Spokojnie, w szpitalu powiedziałem o tym lekarzowi,
ale sprawdził na usg i stwierdził, że to niemożliwe, abyś zaszła w ciążę w tej
fazie cyklu.
Kolejne koszmarne elementy
tej książki to:
- Reb opowiada Sedowi, że była molestowana w dzieciństwie, a kochanek jej matki
próbował wsadzić jej penisa w usta. Przez kilka chwil oboje przeżywają tę
historię, po czym zaczynają uprawiać seks, a Sed szczytuje w ustach Reb, co
skutkuje tym, że dziewczyna jest przerażona i w rozpaczy, a on ją przeprasza,
BO ZAPOMNIAŁ;
- Sugerowanie kobiecie, że powinna się zabezpieczać, bo mężczyźni nie lubią
prezerwatyw:
- Masz gumki? - zapytałam bezwstydnie.
- Mam, ale czy nie myślałaś o tabletkach albo zastrzyku?
- Po co? Gumki mi odpowiadają.
- Facetom nie bardzo. Są niewygodne, a ich najgorszą
cechą jest to, że trzeba o nich, kurwa, pamiętać w najlepszym momencie.
- Ratownik medyczny z
karetki, który informuje Reb, że jest w drugim lub trzecim tygodniu ciąży, podczas
gdy z medycznego punktu widzenia drugi i trzeci tydzień ciąży to zgodnie z
kalendarzem ciąży czas, kiedy dopiero dochodzi do zapłodnienia! Tymczasem nasza
bohaterka miała już ciążowe objawy (mdłości i wymioty). Autorka nie odrobiła
najwyraźniej pracy domowej z biologii... i nie tylko, jak widać. Warto przy
okazji pamiętać, że żeby pisać książki, trzeba posiadać odrobinę wiedzy, lub
chociaż mieć jako takie pojęcie, gdzie tę wiedzę znaleźć, aby nie skompromitować
się do cna.
Z szacunku dla moich
nerwów i nerwów moich Czytelników na tym zakończę, bo przedzieranie się po raz
kolejny przez tę ośmiusetstronicową lekturę było wystarczająco bolesne za
pierwszym razem, bym miała robić to po raz kolejny. Sama nie wiem, czy jestem
bardziej zniesmaczona, zła czy rozczarowana tym, że książki takie jak ta w
ogóle ukazują się na rynku. I nie chodzi mi już nawet o to, że ona jest
napisana koszmarnie źle, tylko o to, że przedstawione w niej relacje
międzyludzkie, motywacje i zachowania są zwyczajnie szkodliwe i wypaczone. Główna
bohaterka jest niedojrzałą emocjonalnie osobą, która zamiast szukać pomocy,
samodzielnie tłumaczy sobie swoje własne, głupie zachowania i zazwyczaj nie
patrzy dalej niż czubek swojego własnego nosa. Reszta bohaterów nie jest
zresztą o wiele lepsza.
Jeżeli po taką książkę mają sięgnąć młode i nieukształtowane jeszcze emocjonalnie
dziewczyny czy młode kobiety, to ja po prostu mam obawy.

Liczba stron: 794
Wydawnictwo: Novae Res
Ocena (1-10): 1 - beznadziejna