Tytuł oryginału: Nuremberg Diary
 Tłumaczenie: Tomasz Łuczak
 Ilość stron: 512
 Wydawnictwo: Świat Książki

 Ocena (1-10): 8 – rewelacyjna


                W sierpniu 1945 roku Wielka Brytania, Francja, Stany Zjednoczone i Związek Radziecki powołały Trybunał Norymberski. Miał on osądzić wojskowych i cywilnych przywódców reżimu nazistowskiego za wywołanie konfliktu zbrojnego, eksterminację ludności cywilnej, wykorzystywanie pracy przymusowej, grabież krajów okupowanych oraz mordowanie jeńców wojennych. Amerykanin, G. M. Gilbert pełnił wówczas funkcję psychologa więziennego. Jego beznamiętne, naukowe podejście skłoniło Göringa, Speera, Hessa, von Ribbentropa, Franka, Jodla, Keitla, Streichera i pozostałych oskarżonych do ujawnienia swoich najskrytszych przemyśleń i motywacji, które doprowadziły do stworzenia wypaczonej, aryjskiej utopii i koszmarnego świata Auschwitz, Buchenwaldu i Dachau. (opis wydawcy)


                Hermann Göring, Rudolf Hess, Joachim von Ribbentrop, Wilhelm Keitel, Ernst Kaltenbrunner, Alfred Rosenberg, Hans Frank, Wilhelm Frick, Julius Streicher, Walter Funk, Hjalmar Schacht, Karl Dönitz, Erich Raeder, Baldur von Schirach, Fritz Sauckel, Alfred Jodl, Franz von Papen, Arthur Seyss-Inquart, Albert Speer, Konstantin von Neurath, Hans Fritzsche.  
               
Hermann Göring  
                Dwadzieścia jeden nazwisk. Dwudziestu jeden oskarżonych (Martin Bormann skazany  zaocznie, Robert Ley popełnił samobójstwo w trakcie oczekiwania na proces, Gustav Krupp von Bohlen und Halbach nie został sądzony ze względu na stan zdrowia). Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze sądził ich od 20 listopada 1945 do 1 października 1946, kiedy ogłoszono wyrok. Gustave Mark Gilbert, psycholog więzienny, z oskarżonymi w procesie nazistami rozmawiał w ich celach, jak równy z równym. Nawiązał z nimi kontakt, poddawał ich testom psychologicznym i spędzał z nimi czas, próbując odkryć, co skłoniło ich do związania swych losów z ideologią nazistowską. Efektem owych spotkań jest Dziennik norymberski, będący niejako zapisem tamtych rozmów i wypowiedzi ludzi, których decyzje doprowadziły do nieodwracalnych tragedii.

                Książki tej, choć charakteryzuje się dość swobodną formą, nie należy traktować jak lektury łatwej w odbiorze, przede wszystkim ze względu na jej tematykę. Autentyczne wypowiedzi jej bohaterów niosą za sobą olbrzymi ładunek emocji i nie są to bynajmniej emocje pozytywne. Co zwraca największą uwagę przy lekturze Dziennika norymberskiego, to zarówno niezwykle duże różnice, jak i podobieństwa w postawach  opisywanych postaci. Ich wypowiedzi, ich zachowania, ich stosunek do samych siebie i współoskarżonych – wszystko to jest jak mozaika złożona z wielu różnych elementów. W przypadku sądzonych w procesie norymberskim, tą całością była ich wspólna odpowiedzialność za zniszczenia spowodowane przez wojnę i nazistowską ideologię.

Hans Frank
                  Gilbertowi udało się oddać silne napięcie panujące w celach osadzonych. Starannie dobrane cytaty, ukazujące (często skomplikowane!) wzajemne relacje między współoskarżonymi, pozwalają na stosunkowo dobre poznanie ich poglądów, ich motywacji i przemyśleń. Na czoło zdecydowanie wysuwa się tu dysonans między podejściem Göringa, który do samego końca kreował się na niesłusznie oskarżonego, a Frankiem, zdającym się mieć świadomość swoich win i uznającym wojnę i Holokaust za całkowitą hańbę Niemiec (dla przypomnienia: Hans Frank był generalnym gubernatorem okupowanych ziem polskich i jednym z realizatorów polityki eksterminacyjnej wobec Żydów – ostatecznie trudno jest oceniać prawdziwość jego skruchy i rzekomego nawrócenia się na chrześcijaństwo podczas pobytu w  więzieniu).  

                Dziennik norymberski to poruszająca i wstrząsająca książka. Ukazuje mechanizmy działań ludzkich i to, w jaki sposób zachowują się, gdy ich ideały upadają. Jedną z jej największych zalet jest to, że pokazuje czytelnikowi, w jaki sposób ludzie ślepo oddani psychopatycznemu przywódcy narodu, nawet po jego przegranej nie są zdolni do przyznania się do własnych błędów i win. Ze swojej strony polecam zwrócić także uwagę na poruszone w książce kwestie związane z Rosją. Z perspektywy sześćdziesięciu pięciu lat, które minęły od momentu wydania Dziennika norymberskiego, wiele się zmieniło.





Albert Speer


Rudolf Hess
Joachim von Ribbentrop





Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu:

Ilość stron:  320
Wydawnictwo: Pascal

Ocena (1-10): 8 – rewelacyjna


Popołudniowe słońce i ciepły wiatr. Były tam. 
Tam, znaczy – za oknem. Kusiły, przywoływały do siebie. 
Przygotowałam lekką sałatkę z wędzoną makrelą, w sam raz na późny obiad. A właściwie na kolację. 
Otworzyłam okna na oścież, otworzyłam leżącą na łóżku książkę i… znalazłam się na Bliskim Wschodzie.* 



                Książkę Anny Jackowskiej, Kobieta na motocyklu, zaczęłam czytać w majowe popołudnie,  między dwoma świątecznymi dniami, mając w perspektywie czekający mnie nazajutrz odpoczynek na łonie natury. Spodziewałam się lektury przyjemnej – to na pewno. Interesującej? Rzecz jasna. A co dostałam? Dostałam wszystko, a nawet jeszcze więcej. Ogrom pozytywnych emocji, które wypływają z tej relacji, jest PORAŻAJĄCY. Ale o tym za chwilę…

                Śliczna, filigranowa blondynka. I motor. Brzmi jak oksymoron, prawda? Nic bardziej mylnego. Blondynka i motor są bowiem dla siebie jak brat i siostra, jak najlepsi przyjaciele, nie mogący się bez siebie obejść. Gdy Anna Jackowska porzuciła pracę, która nie do końca była tym, czego oczekiwać może od życia żądna przygód i odważna kobieta, pewnego dnia postanowiła odwiedzić Bliski Wschód. Na motorze. Sama. Z kilkudziesięciokilogramowym bagażem.

                Jak pomyślała, tak zrobiła. Wybrała się w podróż, która, jak sama pisze, dała jej olbrzymią satysfakcję. Wyruszyła w podróż, którą zrelacjonowała w swej książce, dając przy okazji świadectwo tego, jak wiele radości daje styczność z ludźmi innej kultury. Autorka na każdym kroku udowadnia, że mieszkańcy Bliskiego Wschodu są niezwykle dobrymi ludźmi, pełnymi radości i uczynnymi.
            
                Kurz, brud, błoto i piach. Lejący się z nieba żar i palące słońce. Kilkadziesiąt kilometrów do najbliższej stacji benzynowej. Miejscowi, którzy gotowi są natychmiast częstować herbatą i kawą. Słodycze, które trzeba kupować w ilościach wręcz nieprzyzwoitych. Syria. Jordania. Kąpiel w Morzu Martwym. I policjanci szukający zagubionych kart pamięci – obok TEJ książki NIE MOŻNA przejść obojętnie. Czytanie jej było dla mnie jak podróż z autorką, wspólnie, na jednym motorze. Piękne zdjęcia, stanowiące nieodłączny element każdej książki podróżniczej, doskonale komponowały się z treścią Kobiety na motocyklu i tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że Bliski Wschód także i mnie wzywa do siebie.

                A autorka książki? Wylądowała na (bardzo krótkiej!) liście osób, które mnie inspirują. A TUTAJ możecie odwiedzić jej stronę internetową i obejrzeć zdjęcia z wypraw.  


* Tak! Chcę powiedzieć, że ZAMIAST spacerować po mojej ukochanej, gdańskiej plaży, siedziałam w domu i CZYTAŁAM. Ale ABSOLUTNIE NIE żałuję!
               
                

Ilość stron:  440
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Ocena (1-10): 7 – bardzo dobra



                Julia jest zwyczajną dziewczyną. Skończyła studia, pracuje, ma narzeczonego. Gdy dostaje bukiet kwiatów od tajemniczego wielbiciela, jest podekscytowana i zaintrygowana. Wiersze, kolejne kwiaty, wiadomości i prezenty najpierw ją niepokoją, a potem stopniowo zaczynają przerażać. Nikt nie rozumie jej obaw. Przecież wszystko to jest takie romantyczne… Jak uwolnić się od stalkera, gdy nie wiesz, kim on jest? Ale on wie wszystko o tobie. (opis wydawcy)


                Która kobieta choć raz w życiu nie zamarzyła o posiadaniu tajemniczego wielbiciela? Co jednak zrobić, gdy ów adorator zaczyna powoli osaczać? Wywoływać lęk i rujnować życie swojej ofiary?

                Nad tym tematem pochyliła się Olga Rudnicka w swej najnowszej książce, Cichy wielbiciel, w której poruszyła temat stalkingu. Bohaterką książki jest Julia, zwyczajna dziewczyna, niczym nie wyróżniająca się z otoczenia. Nie jest klasyczną pięknością, ale nie jest też nieatrakcyjna. Ot, dziewczyna jakich wiele. Gdy po powrocie z urlopu, w salonie sieci komórkowej gdzie pracuje, czeka na nią bukiet kwiatów, nie ma pojęcia, że to początek wielomiesięcznej gehenny, przez którą będzie zmuszona przejść. Nieznajomy zaczyna nękać Julię nieustającymi telefonami, wysyła SMS-y i prezenty, które świadczą o tym, że dobrze ją zna, być może nawet śledzi. Julia z każdym kolejnym dniem obawia się coraz bardziej, a cała sytuacja obciąża ją psychicznie na tyle, że dziewczyna sięga po silne środki uspokajające. Gdy na policji próbuje złożyć doniesienie na nieznajomego natręta, policja ją zbywa. Także mama dziewczyny uważa, że nie ma się czego bać, a cała tajemniczość mężczyzny jest niezwykle romantyczna, z kolei narzeczony Julii, Paweł, początkowo bagatelizuje sytuację.

                Książka znakomicie ukazuje relację prześladowca-ofiara. Sam sposób budowania akcji i podzielenie powieści na fragmenty poświęcone Julii oraz te, które opisują zachowanie i sposób myślenia stalkera, to coś, co opłaciło się autorce. Na pochwałę zasługują także wplecione w narrację treści SMS-ów wysyłanych do Julii przez jej prześladowcę – uatrakcyjniają powieść i budują napięcie.

                On wie, gdzie mieszkam i gdzie pracuję. Ma mój numer telefonu. Wie, co lubię, a czego nie. On wie wszystko. Wie, kiedy jestem zmęczona i chora, co mam na sobie, o której wracam do domu i którędy. Może być wszędzie i może być każdym, może stać tuż obok mnie w kolejce do kasy, w tramwaju, w autobusie. (…) nie wiem, co on może jeszcze zrobić. Nie wiem. I to wydaje się najgorsze. Już nie telefony i nie wiadomości. Nie prezenty. Nie to, że mnie obserwuje. Najgorsze jest to, że nie wiem, co się stanie za chwilę. Czy podejdzie i wbije mi nóż w plecy, czy też da mi kwiaty. (…) czekam, aż coś się zdarzy. Bo wiem, że się zdarzy. Nie wiem tylko co, i nie wiem kiedy, ale wie, że cisza jest tylko chwilowa. I ta cisza mnie zabija. Im dłużej trwa, tym bardziej się boję. (…) A kiedy w końcu przychodzi sygnał wiadomości, to prawie czuję ulgę, że wreszcie coś już jest, że czas czekania się skończył, o to czekanie jest najgorsze, czekanie na to, co się zdarzy, cokolwiek by to miało być. (str. 250-251)          

                Autorka w godny podziwu sposób przedstawiła w swej powieści, w jaki Julia z pełnej optymizmu, radosnej dziewczyny, w szybkim tempie zmieniła się w przerażoną, niepewną siebie, pozbawioną poczucia bezpieczeństwa ofiarę. Fragmenty poświęcone stalkerowi, ukazują natomiast zachowanie chorego człowieka, który ogarnięty złudzeniem miłości, stopniowo niszczy życie dziewczyny.


                Minął tydzień od ostatniego kontaktu z Julią. Był coraz bardziej sfrustrowany i nieszczęśliwy. Nie wiedział, co zrobił źle, dlaczego potraktowała go w ten sposób? Czyżby miała mu za złe, że nie dał jej upominku na Gwiazdkę? Złożył zamówienie. To nie jego wina, że przesyłka jeszcze nie dotarła. Julia nie ma prawa go za to winić. Powinna wiedzieć, że nigdy by nie zapomniał o podarunku dla niej. To oczywiste, że jego prezent musiał być wyjątkowy. Równie wyjątkowy jak ona sama. Tymczasem ona była okrutna. Tak, okrutna i niesprawiedliwa. Chce go wykorzystać! Zwykła dziwka! Nie, nie! Nie wolno mu tak myśleć. To pomyłka. Tak, to na pewno pomyłka. Musiała coś źle zrozumieć. Czy nie wystarczy jej, że w święta był zupełnie sam?  (str. 188)

                Cichy wielbiciel to lektura, którą mimo dużej objętości czyta się bardzo szybko. Podczas czytania,  trudno jest pozbyć się wrażenia niepokoju, który skrada się gdzieś za plecami. To bardzo dobra, przyzwoicie napisana książka, wywołująca wiele emocji. Nie należy także zapomnieć o tym, że ta powieść w pewnym sensie ma za zadanie uświadomić, że stalking jest czymś, co może spotkać każdego z nas. Z tego właśnie powodu warto poświęcić jej czas.

Ilość stron:  320
Wydawnictwo: Wydawnictwo Krytyki Politycznej
Seria / Cykl Wydawniczy: Przewodniki Krytyki
Politycznej tom 24

Ocena (1-10): 8 – rewelacyjna


                Seriale zawładnęły telewizją. Telenowele, seriale kryminalne, policyjne, wielkomiejskie, komediowe, wysokobudżetowe z gwiazdorską obsadą i niszowe znane tylko wtajemniczonym, animowane, politycznie niepoprawne, różne. Seriale stały się fenomenem kulturowym ostatnich lat. Przewodnik Krytyki Politycznej bierze ten fenomen pod lupę. Jakie seriale lubimy najbardziej? Dlaczego? Co nas w serialach wciąga, a co denerwuje? Jaki świat opisują? Jakie wartości promują, a jakie piętnują? Co o Ameryce mówi Z Archiwum X, a co Seks w wielkim mieście i Californication? (opis wydawcy)

                Z Biblioteką Uniwersytecką mam pewien problem. Polega on na tym, że za każdym razem, gdy wybieram się tam w celu wypożyczenia książek potrzebnych mi do napisania pracy magisterskiej, zawsze ląduję przy regałach z najnowszymi nabytkami (sygnatury od 900 000 w górę). Kończy się więc tak, że z książek „magisterskich” korzystam w czytelni, a z biblioteki wychodzę ze stosem książek, których często nie dostałabym w żadnej innej bibliotece. Tak właśnie było z książką Seriale. Przewodnik Krytyki Politycznej. Jako miłośniczka tasiemców produkcji amerykańskiej, nie mogłam przejść obok niej obojętnie, więc gdy tylko ujrzałam ją na półce, znalazła się w moich rękach. Jak się okazało – była to naprawdę dobra decyzja. Dziś bez recenzji jako takiej.  

                Serial jest przede wszystkim rozrywką, oderwaniem od rzeczywistości. Poszukuje się w nim czegoś, co jest trochę lepsze od naszego życia, trochę bardziej lukrowane i stanowi odskocznię od szarej rzeczywistości. Widzowie mówią też, że serial daje szansę przeżywania problemów bohaterów. Zarówno takich, z którymi się zetknęli, jak i tych, z którymi się nie spotkali. Serial jest szansą na zastępcze przeżywanie. (s. 47)  

Pozwolę sobie nawet przedstawić Wam cały spis treści książki, abyście mogli zorientować się, czy znajdziecie w niej coś dla siebie. (ŹRÓDŁO).



WSTĘP
Kinga Dunin, Krzysztof Tomasik, 101 seriali

 PILOT
Seriale tworzą nowe wspólnoty. Henry Jenkins w rozmowie z Szymonem Grelą
Serial jako źródło wiedzy. Beata Łaciak w rozmowie z Jasiem Kapelą
Należy mieć poczucie odpowiedzialności. Dorota Chamczyk w rozmowie z Jasiem Kapelą
Jedyne wspólne dobro kulturowe. Michał R. Wiśniewski w rozmowie z Jasiem Kapelą

SEZON 1
Joanna Ostrowska, Seks w wielkim mieście, czyli kto potrzebuje męża?
Witold Mrozek, Seks w TVN-ie, czyli spełniony sen Trędowatej
Julia Kubisa, Kto się boi Sary i Lucy?
Błażej Warkocki, L jak miłość
Karolina Sulej, Kalifornizacja męskości
Maciej Gdula, Dexter, czyli trzymaj na dystans bliźniego swego
Monika Bokiniec, Big Love, czyli „to właśnie otwartość czyni z nas rodzinę”

SEZON 2
Jakub Majmurek, Mafia jako small business
Michał Zygmunt, The Office, czyli jak przetrwać w wielkiej korporacji
Błażej Hrapkowicz, The Wire, czyli jak przełamać status quo
Ekipa, czyli polityka idealna. Kasia Adamik w rozmowie z Agnieszką Wiśniewską
Jakub Majmurek, Rzym, czyli Ameryka
Renata Bożek, Trawka, czyli o tym, co się pleni na przedmieściach i nie tylko tam
Cezary Michalski, South Park, czyli przemoc symboliczna wobec Eryka Cartmana

 SEZON 3
Agnieszka Wiśniewska, Przyjaciele, czyli jak pokochać neoliberalizm i picie kawy przez cały dzień
Jakub Majmurek, My, Kiepscy
Karol Domański, Wojtek Zrałek-Kossakowski, Star Trek, czyli krok do przodu
Ewa Tomaszewicz, Search the web for Simone
House nie daje tanich wzruszeń. Agnieszka Graff w rozmowie z Hanną Gill-Piątek i Martyną Dominiak
Michał Sutowski, Z Archiwum X, czyli gdzie jest prawda
 Joanna Ostrowska, Czysta krew, czyli jak demoniczna mniejszość przejmuje władzę!

EPILOG
Jakub Bożek, Popkultura się liczy


                Czytanie tej książki było w pewnym sensie jak stopniowe otwarcie oczu i inne spojrzenie. Bo czy kiedykolwiek zastanawiałam się głębiej nad tym, jak i czy w ogóle seriale uczą? A przecież uczą i często nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Pominę rozważania na temat seriali produkcji polskiej, bo dla mnie osobiście to rzecz, nad którą w ogóle nie warto się rozwodzić (choć w książce znajduje się fantastyczny tekst dotyczący Świata według Kiepskich, którego fenomenu nigdy nie zrozumiem). Ciekawie przedstawiono tu jednak kwestie związane z produkcjami amerykańskimi. Rewelacyjny tekst poświęcony Dexterowi, skłania do zastanowienia się nad tym, w jaki sposób serial ów przedstawia jednoczenie się bohatera z innymi osobami z jego środowiska.

                Nawet jeśli >>Dexter<< przede wszystkim ujawnia napięcia między światami, w jakie uwikłani są bohaterowie (i widzowie), to nienachlanie opowiada się też za pewną wizją relacji międzyludzkich, której dziś niemal nikt nie broni. W tych relacjach jest miejsce na troskę i bezwarunkowe zainteresowanie gwarantujące ludziom poczucie godności i jednocześnie wystarczająco dużo przestrzeni, żeby mieć swoje własne sprawy i tajemnice. (s. 143)


                Jakub Majmurek, filmoznawca, krytyk filmowy i filozof w fantastyczny i nieskomplikowany  sposób analizuje obraz mafii w serialu Rodzina Soprano, a Cezary Michalski pisze o South Parku, prawdopodobnie najbardziej obrazoburczym i wulgarnym serialu, jaki kiedykolwiek nadawano w telewizji. Na deser zaś dostajemy doskonałą analizę świata przedstawionego w serialu True Blood. Pomimo, iż nie znam wielu produkcji opisanych w książce, czytało mi się o nich naprawdę dobrze i do niektórych czuję się dość mocno zachęcona. Dlatego też polecam zapoznanie się z tą książką – miłośnicy seriali powinni być z niej zadowoleni.


A na koniec, już ode mnie: moje ulubione czołówki :)






Tytuł oryginału: Elizabeth Taylor. The Lady, The Lover, The Legend 1932–2011
Tłumaczenie: Tadeusz Markowski
Ilość stron: 296
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Ocena (1-10): 6 – dobra


                Gwiazdy Hollywood znane są z rozlicznych, głośnych skandali, które ściągają na nie uwagę tłumu i zwiększają ich popularność.  Nie inaczej było z Elizabeth Taylor, której barwne życie skłoniło Davida Breta do napisania jej biografii.

                Jak to jednak z książkami biograficznymi bywa – im więcej skandali zgromadzonych na jednej stronie, tym lepiej. Przynajmniej według autora. Gdy jednak czytelnik styka się z nimi, może odnieść mylne wrażenie, że życie gwiazdy, o której czyta, składało się wyłącznie ze skandali. Na śniadanie skandal, na obiad skandal, na podwieczorek i na kolację również. Czy Davidowi Bretowi udało się tego uniknąć?

                Trochę tak, i trochę nie. Dużą uwagę zwracają tytuły niektórych rozdziałów. Córeczka mamusi, Spadaj stąd, Shirley Temple, Poślubiam Cię tą  pięścią, Lizzie Schwartzkopf, moja żydowska laska, Ten nieokiełznany wamp, Ciuchy i diamenty, Od muzy playboya do żony wieśniaka. Już one w pewnym sensie sugerować mogą, że oto mamy do czynienia z kolejną mało inteligentną gwiazdeczką, której jedynym sensem życia są role w filmach, kolejni mężowie, odzież i biżuteria. I na dobrą sprawę cała biografia jako taka, praktycznie nie jest w stanie rozwiać naszych wątpliwości. Bret pisze w zakończeniu:


Nie ulega wątpliwości, że Elizabeth Taylor była ostatnią z wielkich w Hollywood. Większość jej współczesnych – z wyjątkiem Garbo, Streisand i Dietrich – musiała żyć w cieniu jej blasku. Żadna ze współczesnych gwiazd nie jest godna, żeby się chociaż otrzeć o ten cień. (s. 287)


                Mimo tych pochlebnych słów, trudno jest pozbyć się wrażenia o negatywnym nastawieniu autora względem samej Taylor. A może powinniśmy mówić o zwyczajnym obiektywizmie?


Elizabeth Taylor przejdzie do historii jako kobieta, której udało się zrobić więcej indyków niż dobrych filmów, i jako aktorka, której ekranowy głos nieraz potrafił zachrypieć i która rzadko dorównywała poziomem swej gry kolegom z planu. (s. 11)


                Irytować może nadmierna mnogość tytułów filmów i nazwisk, które przytacza David Bret. Już po czterdziestu stronach trudno jest się połapać i zapamiętać, kto jest kim i jaki związek ma to w ogóle z samą bohaterką biografii. Zastanawia również brak jakichkolwiek źródeł potwierdzających fakty, o których pisze Bret.


                Do dużych plusów książki zaliczyć można atrakcyjne wydanie – twarda oprawa i przyzwoita ilość pięknych zdjęć Elizabeth, przedstawiających aktorkę nie tylko jako młodą piękność, ale i elegancką starszą panią, są niezwykle estetyczne.

                Oceniając tę książkę w całości, nie można jednak uznać jej jednak za kiepską. Jest to całkiem interesująca biografia kobiety, która bez wątpienia miała olbrzymi wpływ na kinematografię okresu, w którym żyła. Z książki tej można dowiedzieć się wielu ciekawych faktów dotyczących prywatnego życia gwiazdy, które obfitowało nie tylko w skandale, ale i w prywatne dramaty rodzinne i zdrowotne.  To dobra pozycja dla wszystkich, których interesuje poznanie dużej ilości ciekawostek z życia Hollywood i samej Elizabeth Taylor.    



Tytuł oryginału: Petals on the Wind

Tłumaczenie: Elżbieta Podolska

Ilość stron: 430

Wydawnictwo: Świat Książki



Ocena (1-10): 8 – rewelacyjna

               
                 Jedno słowo: WSTRZĄSAJĄCA. 
                Czego innego można spodziewać się po nadzwyczaj dobrej i poruszającej do głębi książce? Nie można oczekiwać, że będzie inaczej. A jeśli już pierwsze zdanie powieści zwiastuje emocje…

                Płatki na wietrze są drugą częścią sagi autorstwa Virginii C. Andrews (pierwsze są Kwiaty na poddaszu). Książka traktuje o dalszych losach rodzeństwa Dollangangerów, które po latach uwięzienia na poddaszu rodzinnego domu, postanawia wyrwać się z domowego piekła i rozpocząć nowe życie z dala od swoich oprawców.

                Od samego początku wiadomo, że książka ta nie będzie słodką, cukierkową opowiastką o szczęśliwym, pełnym radości życiu. Że niekoniecznie można liczyć na to, że bohaterowie w końcu odnajdą  spokój. Choć rodzeństwo trafia pod opiekę doktora Paula Sheffielda, nic nie wskazuje na to, by brutalny los, który do tej pory nie obchodził się łaskawie z Cathy, Carrie i Chrisem, teraz zamierzał ich opuścić. Dollangangerom nie jest łatwo, a my, poznając ich, jesteśmy świadkami dramatycznej, momentami przerażającej i bez wątpienia poruszającej historii.

                Tym, co z całą swoją mocą wyłania się na pierwszy plan w całej opowieści, jest ukazanie zmian, jakie mogą zajść w psychice człowieka na skutek przymusowego uwięzienia. Jak zarówno fizyczne, jak i psychiczne zniewolenie, są w stanie zniekształcić percepcję młodego człowieka, który w swej rozpaczy i niewiedzy zdolny jest zapałać miłością do własnego rodzeństwa – i wcale nie mam tu na myśli normalnego, braterskiego uczucia. Najbardziej wyrazistą pod tym względem postacią jest Cathy, druga w kolejności starszeństwa spośród rodzeństwa. Pod wpływem wielu lat spędzonych w zamknięciu, staje się nastolatką o cechach dojrzałej, wyrachowanej kobiety, a zarazem nieświadomej, niewinnej dziewczynki. Zapatrzona w matkę i jej zachowania względem mężczyzn, piętnastoletnia Cathy stara się (być może nieświadomie) uwodzić i nęcić starszego od siebie o dwadzieścia pięć lat opiekuna. Cathy kusi i prowokuje, po czym wycofuje się i okazuje zdumienie tym, że jej zachowanie przynosi skutki. Prowokujące zachowanie nastolatki ma olbrzymi wpływ także na jej starszego brata, Chrisa, darzącego ją taką miłością, jaka może połączyć tylko niespokrewnionych ze sobą mężczyznę i kobietę. Brat usiłuje skłonić Cathy do poddania się temu uczuciu, wielokrotnie dotykając ją w sposób, którego opis budzi w czytelniku zgorszenie. Ich kazirodcza relacja szokuje, zniesmacza, wywołuje oburzenie. Nachalność Chrisa i prowokujące zachowanie Cathy irytują, ale właśnie z tego względu czynią tę książkę jeszcze bardziej interesującą.

                Autorka w doskonały, mistrzowski wręcz sposób ukazała mechanizmy kierujące skrzywdzonymi ludźmi. Wielu bohaterów powieści to osoby dotknięte cierpieniem. Charakteryzują się nieakceptowanymi społecznie zachowaniami i można odnieść wrażenie, że jest to powód, dla których ich losy łączą się ze sobą. Cierpiący lgnie do skrzywdzonego.

                Zdrada, zaborczość, cierpienie, przemoc, miłość, autoagresja, kazirodztwo – w Płatkach na wietrze znaleźć można każde z tych zachowań i każdą z tych emocji.     

                Nie jest to książka łatwa, a na pewno nie jest to powieść przyjemna i lekka. Jest raczej jedną z tych, które czyta się z jednoczesną fascynacją i wstrętem. Obnaża ciemne strony ludzkiej natury i wskazuje, w jaki sposób cierpienie odciska na niej swe piętno. To znakomita powieść, która szokuje i wywołuje ambiwalentne uczucia. W skali 1-10 zasługuje na mocną ósemkę – jest po prostu rewelacyjna. 


Za możliwość poznania historii rodzeństwa Dollangangerów dziękuję Wydawnictwu: